Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Temat szczęśliwego życia jest mielony regularnie, ale mimo tego przemielenia nadmiaru szczęśliwych ludzi nie widzę…  Obserwuję ludzi i dochodzę do wniosku, że choć temat może i wtórny, recepty na szczęście wciąż nie wykupione…

Na lewo i prawo widzę niezadowolone twarze… Spaceruję z H., spotykam sąsiadów, znajomych, obce mamy zagadujące o dzieciach, ku mojemu zaskoczeniu, najłatwiej small talk sprowadzić do jakiś problemów, żalów i niesnasków. A temat pogody to już jest hit! Gorąco – oj, przydałby się chłodek. Jest chłodek – oj, za zimno, kiedy to prawdziwe lato przyjdzie?! Itd. Ja – przyznaję bez bicia, że fanem upału nigdy nie byłam, więc zwykle marudzę, że mi gorącoooo, ale zawsze też podkreślam, że cenię polskie cztery pory roku, bo fajne jest to, że gdy zaczynam mieć dość np.ponurej jesieni, to z osłodą przychodzi błogi śnieg. I tak koło się kręci. Przyjemna ta nasza różnorodność. Ale gdy ostatnio z kimś się podzieliłam tą refleksją, usłyszałam, że to takie fajne jednak nie jest, bo strasznie dużo ubrań potrzebujemy a nie ma gdzie ich trzymać…

Innym razem rozmawiam z jedną mamą „z podwórka” i dostaję zapytanie o plany na wakacje. Dzielę się radośnie wyjazdem na Kanary, a w zamian słyszę spadek formy w głosie i sapnięcie: „ale wam dobrze… My tylko do Grecji lecimy…”. „Hallo! Jak to TYLKO ?” – pytam z uśmiechem? Odpowiedź znów dołująca, zupełnie jakby ktoś za karę na wakacje ich wysyłał, bo nie mieli czasu zastanowić się gdzie chcą jechać i za namową przyjaciół zdecydowali się na Kretę, ale teraz żałują, bo dookoła słyszą, o innych kierunkach, które zrodziły ich wątpliwości co do własnych planów. Mimo, że w Grecji jeszcze nigdy nie byli…

Kolejny top temat – to szkoła i pytanie gdzie moje dziecko idzie oraz dlaczego. Ano idzie do przyjaznego STO, do którego będziemy musieli Glam Girl wozić autem długie lata, ale to niska cena za cały pakiet plusów, jakie niesie ze sobą ta szkoła. W mojej ocenie, oczywiście. Ilekroć informowałam kogoś o tym wyborze, padało mnóstwo pytań. Zrozumiałe. Szkoda tylko, że często na koniec rozmowy wbijano mi szpilki pt.: „a to już nie ma dobrych szkół w okolicy?”, „za bardzo przejmujesz się córką, powinna iść do zwykłej szkoły, by nauczyła się życia”, „za 3 lata przeniesiesz ją do państwówki, bo odechce Ci przywożenia jej po lekcjach…”. Itp. Czysta przyjemność rozmawiać z ludźmi, co?

A na koniec mój „ulubiony” topik  pt.: „też bym tak chciała!”. Czy nie zauważacie u innych i być może u siebie, że uwielbiamy przyglądać się na innych i zwyczajnie im zazdrościć? Najgorsze, że pożądamy bardzo biernie i powierzchownie, oceniając z góry, że on/ona mają lepiej! Kiedy zazwyczaj nie mamy pojęcia o ich życiu. Oceniamy co widzimy i zazdrościmy. A czego? No wszystkiego. Od „lepszych” wakacji, butów, okularów słonecznych, przez mieszkania, samochody, po „mądrzejsze i grzeczniejsze” dzieci czy lepszą żonę/mężaJ Łatwo jest zazdrościć. A jeszcze łatwiej potem mieć doła…

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek nasz polski naród wyzbędzie się kompleksów? Może pokolenie mileniasów i ich dzieci…? Bo chyba pokolenie naszych dzieci jest jeszcze naznaczone naszymi kompleksami. Dzieci są kopią swoich rodziców, uczą się od nas. I niestety od małego także porównują się z innymi, nawet jeśli staramy się ich tego oduczać i tłumaczymy, by patrzyły tylko na siebie i swoje indywidualne osiągnięcia, to one widzą nas i kodują nasze słowa. Widzą też kolegów, którzy robią to samo.  Jeśli tata rzuci luźno: „ooo też chciałbym taki samochód…”, to czemu dziecko nie ma przenieść tego na zabawkę, rower czy ubranie? Dla nas to niewinne pragnienia, a dla dzieci, to podprogowy wzorzec wygórowanych potrzeb.

Potrzeb, które najczęściej nie są nam potrzebne. Dostajemy palec, chcemy całą rękę… Zapominamy, że w życiu ważne jest nie posiadanie rzeczy, a zdrowia, miłości, rodziny, wiary,  bliskości, uwagi innych, rozmowy… Im dalej w las, tym bardziej gonimy za tym, czego nie mamy, zamiast skupić się na tym, co mamy! A każdy z nas ma dużo! Bardzo dużo. I gdyby zwyczajnie przestał oglądać się na innych, to okazałoby się, że jest spoko! Nie jestem hipokrytką, by udawać, że ja nigdy nie zazdroszczę nikomu. Zdarza mi się, niestety. Ale szybko biorę wdech i walę się w głowę! Cieszę się z sukcesów innych, bardzo się cieszę. Staram się patrzeć na nich jako na motywatory, a niekiedy wyzwania. On może, to ja też się postaram!

Na koniec, coś co dobrze podsumuje powyższe: przeprowadzono ankietę wśród tłumu ludzi (niestety nie pamiętam na jakiej grupie) czy woleliby zarabiać 1000zł, a ich sąsiad 900zł, czy 1100zł a ich sąsiad 1200zł? Zgadnijcie jaką odpowiedź wygrała…

Kochani, dajmy sobie szanse na szczęśliwe życie i przestańmy oglądać się na innych! Każdy z nas jest super, taki jaki jest. I tylko skupiając się na sobie i swojej rodzinie, mamy szansę być w pełni zadowoleni ze swojego życia. A jeśli czujemy niedosyt? To do roboty! Kasza manna z nieba sama nie spadnie… Mierzmy wysoko! Bądźmy rekinami swojego szczęścia!

Miłego lata!

Jedna myśl w temacie “Nie pożądaj żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.

  1. Bardzo trafnie, aż nie chce się z ludźmi rozmawiać. Ze zwierzakami jakoś mi przyjemniej 😉 Sama czasami łapię się na marudzeniu, ale szybko przywracam się do pionu. Nie zazdroszczę innym. Wszystkie osiągnięcia są jakimś kosztem i bardziej motywują mnie do działania niż do zazdrości. Ludzie mają za dużo w dupie. Grecja się nie podoba? Może woleliby zostać w domu całe wakacje bez żadnych atrakcji? Niech się cieszą z tego, co mają. Nic nie jest na zawsze.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s