Nasz Klucz do spokojnego podróżowania z dziećmi

Temat samego podróżowania z dziećmi był odgrzewany już wiele razy, nawet na naszym blogu, jednakże muszę go popełnić ponownie, tym razem z innej strony…  Coraz częściej docierają do nas pytania związane z obawami przed podróżowaniem w dzisiejszych  czasach oraz o samo podróżowanie z dziećmi. Znajomi zaczynają preferować wyjazdy krajowe, bo paraliżuje ich lęk przed konfliktami międzykulturowymi, przed lotami samolotem, przed atakami terrorystycznymi. Są też tacy, którym przestaje się chcieć – coraz częściej myśl o pakowaniu, o zakupach, o marnowaniu czasu wolnego na szykowanie wyjazdu, zamieniają na urlop w domowym zaścianku, ewentualnie na działce pod miastem lub na krótkie weekendowe wypady do ekskluzywnych hoteli  SPA.

A jak jest z nami? Co nam daje „kopa” do podróżowania a czego boimy się najbardziej?

Pytanie „Top 1”, które najczęściej dostajemy: czy nie boicie się podróżować za granicę w dzisiejszych czasach? Czy nie obawiacie się ataków terrorystycznych albo że spadnie samolot?

Odpowiedź: nie, oczywiście nie boimy się. Uważam, że ludzie, którzy boją się wyjeżdżać z tego powodu, mają za mało swoich zmartwień i po prostu za dużo myślą 🙂 My nie mamy czasu na zadręczanie się o ataki, które przecież mogą być wszędzie, także w Warszawie. BTW: np.w Neapolu co kilkaset metrów stoją karabinierzy pilnujący porządku na ulicach; w Disneylandzie w Paryżu jadąc do hotelu jesteś „prześwietlany” wraz z bagażem nim przestąpisz próg resortu; to samo przed wejściami do obu parków. Pokazuje to, że służby czuwają nad bezpieczeństwem i że nieustannie obserwują sytuację. Tak działa wiele miast Europy. Nie chcę straszyć, że w Warszawie nie widzę zbytniej troski o bezpieczeństwo…

„Ryzyko, że zginiemy w zamachu, jest porównywalne do wygranej w loterii. Prędzej uderzy w nas meteoryt.” Statystycznie samolot uważa się za najbezpieczniejszy środek transportu. Glam Girl chciałaby nim latać do szkoły…

Naszą główną troską są dzieci i ich zdrowie. Dla prostego przykładu: przed ostatnim wyjazdem nasz Little Bro miał zapalenie oskrzeli i do ostatniej chwili mieliśmy czarny scenariusz odwołania całego wyjazdu przed oczami. Gdy już było całkiem nieźle i zdecydowaliśmy, że jedziemy, to baliśmy się, by w czasie lotu nie rozbolały go uszy od pozostałości kataru; gdy lot szczęśliwie minął, to martwiliśmy się, by nic nowego nie złapał przebywając wśród mnóstwa zarazków (na lotnisku i w samolocie) mając obniżoną odporność po chorobie; oczywiście niestety złapał coś nowego i już wieczorem pierwszego dnia pojawił się katar, dalej kaszel i znów troska czy zdołamy obejść się bez interwencji lekarza na wyjeździe, czy uda nam się wrócić do domu bez płaczu w samolocie… itp.itp. Proza życia, ale nie ma czasu na wyimaginowane stresy.

Poza tym dla nas najgorszym terrorystą jest LĘK. Nie wyobrażamy sobie poddać się mu… I tego też staramy się uczyć nasze dzieci.

Kwestia druga: czy zgadzamy się, że wyjeżdżanie z dziećmi jest jak sport ekstremalny :)?

Odpowiedź: znowu nie 🙂 Ale rozumiem punkt widzenia.

My nie czujemy się sportowcami ekstremalnymi, choć wiem, że wiele osób patrzy na nas dziwnie, czasem z podziwem, a nawet lekką zazdrością. Mówią, że jesteśmy odważni i są pod wrażeniem, że nam się chce. Szczególnie od kiedy do teamu dołączył mały H. My nie zastanawiamy się czy nam się chce czy nie. Nas po prostu bardzo ciągnie podróżowanie! Samo w sobie daje nam pozytywnego kopa do życia! I dzięki temu żaden lęk nie znajduje zastosowania. Oceniamy nasze „wyczyny” na poziomie 5 w skali 1-10. Nie twierdzimy kokieteryjnie, że nie podejmujemy żadnego ryzyka, że nie mamy dreszczyka emocji, że nie bywamy zmęczeni/rozdrażnieni/zaskoczeni nagłą sytuacją, np. raz zapomnieliśmy zabrać małego czajnika do gotowania wody na mleko (a standard pokoju go nie zawierał); innym razem mała Glam Girl zwymiotowała w samolocie, a pasażerem sąsiadującym nie był The Father, tylko obca kobieta. Jej mina bezcenna :); zaginęła walizka m.in.z bezglutenowym jedzeniem Glam Girl i ukochanym pluszakiem do usypiania; jadąc autem spakowaliśmy połowę domowego dobytku i lodówki, w tym mini kuchenkę elektryczną,  która zaczęła wydzielać z siebie okropny swąd z pogranicza palonej gumy, przypalonego mleka i dymu z ogniska – nim się zorientowaliśmy, wszystko cuchnęło – pokój i obiad.;  mały H.uparcie wyrzucał z wózka nowe kapcio-buty –  Father The Dog wielokrotnie się po nie wracał – raz, by skompletować oba, szedł ponad 500m. Anielska cierpliwość. Itp.itd. Każda trudniejsza sytuacja, zamiast zniechęcać nas do dalszego wojażowania, nas jeszcze bardziej przybliża i pomaga przekraczać bariery. Zgodnie z zasadą „co nas nie zabije, to wzmocni”. Im ciężej, tym (z czasem) łatwiej.

Jadąc na pierwszy wyjazd zagraniczny z Glam Girl, mocno spociliśmy się już w drodze na Okęcie… Furia, histeria, pisk, wrzask, dziecko wypięte z fotelika, pięć sekund ciszy i znów furia, histeria, pisk i wrzask. Córka miała wtedy rok. Nam odechciało się już wszystkiego. Byliśmy przerażeni, straciliśmy całą pewność siebie i wyjazdu. Baliśmy się lotu… Awaryjne lądowanie przed nami? Zaryzykowaliśmy. Nie cofnęliśmy się wtedy i nie cofniemy już nigdy. Tamten dzień pokazał nam, że nawet hardcorowe momenty w podróży są ich pouczającą częścią. Są cenną lekcją i barwnym wspomnieniem. Gdybyśmy wtedy spanikowali i nie zaryzykowali, nie mielibyśmy na koncie Nicei – cudownych przeżyć, pięknych fotografii i świeżo nabytej pewności, że Glam Girl jest stworzona do podróżowania, co potem wielokrotnie potwierdziła i potwierdza do dziś. Z tego samego powodu wcześnie zaczęliśmy wyjeżdżać z H.

„Że też chce Wam się planować aktywnie każdy dzień wyjazdu…  Lepiej wybrać wycieczkę all inclusive w fajnym hotelu: dzieci siedzą w basenie, a my mamy święty spokój.”

A ja na to: co kto lubi. Doskonale rozumiem ludzi, którzy preferują wyjazdy, na których nie muszą kiwać palcem. Często tylko jeden urlop na rok zmusza do leniwego wypoczynku, odespania, wygrzania się na leżaku, wypluskania w morzu czy basenie. Widok z pozycji horyzontalnej na radosne dzieci, którym do szczęścia nie trzeba nic więcej, też dobrze robi. Kiedyś – przed posiadaniem pociech, było to dla mnie nie do pomyślenia… Zmarnowany urlop i tyle. Teraz jesteśmy bardziej wyrozumiali 🙂 Ale w dalszym ciągu preferujemy podróżowanie aktywne: chodzenie, zwiedzanie, wypożyczanie auta, wspinanie się, stołowanie się w kawiarniach i knajpkach, przesiadywanie w parkach, zakupy itp. Plażowanie uwielbiamy ale jako element  jeden z wielu. Im bardziej leniwy dzień, tym bardziej czujemy się zmęczeni. A im intensywniejszy czas, tym mamy większą satysfakcję na koniec dnia. Nasze dzieciaki dorównują nam kroku i (prawie) nie marudzą 🙂 Prawdopodobnie dlatego, że planując wyprawy, zawsze wliczamy tzw.atrakcje dla dzieci, czyli lody, place zabaw, parki, karuzele, salki zabaw, ogrody, plaże, stragany i sklepy z zabawkami. Ale ostatnio dla Glam Girl równie  ciekawe okazały się wszelkie uliczne performersy: artyści-plastycy, karykaturzyści, mimowie, muzycy… Jak się tak napatrzyła i nasłuchała, zmieniła plany na życie. Teraz chce zarabiać na ulicy śpiewając i grając na gitarze…:) Równolegle będąc stomatologiem-ortodontą i pediatrą 🙂 Uff:) hehe:)

Nasz klucz do szczęśliwego podróżowania? Nie myśleć za dużo – działać spontanicznie – kupować bilety – pakować się i lecieć! Głowy w górę! Czekamy na kartkę z wakacji!!!

20171009_105206

ps. lada chwila szczegółowa relacja z wycieczki do Neapolu 🙂

2 myśli w temacie “Nasz Klucz do spokojnego podróżowania z dziećmi

  1. Jeśli potrafi się zapanować nad dzieckiem nie jest źle. Pamiętam, że kiedyś w samolocie mama nie mogła zmusić dziecka do zapięcia pasów. Maluch darł się na cały regulator dobre 20 min. Wszyscy pasażerowie musieli tego słuchać, a lot wystartował z opóźnieniem.

    Polubienie

  2. My podróżujemy z naszą dwójką od kiedy pamiętam…i od maleńkości, nie mamy z tym problemów, nawet podczas długiej podróży autem, ale rzeczywiście budzimy zdziwienie wśród wielu znajomych, że nam się chce, itd.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s