Nie testujmy na zwierzętach – wywiad z weganką MayaTheBee

Lato – słońce… Krem – błyszczyk… Zwierzęta – ludzie…  Gatka – szmatka… Kilka miesięcy temu bawiłyśmy się z Glam Girl w coś a la skojarzenia (dla zabicia czasu w poczekalni u lekarza). Po dziesięciu minutach wyliczania przeróżnych rzeczowników, córka zwróciła uwagę na próbki kosmetyków znanej firmy na N., które przeglądała jedna z pacjentek w poczekalni.  Zapytała mnie czy też takich używam. Odpowiedziałam, że nie, bo mają kiepski skład (czołowa blogerka-chemiczka od składów kosmetyków dla dzieci i kobiet w ciąży, SrokaO, ich nie poleca) oraz że są testowane na zwierzętach, a takich unikamy. Glam Girl spojrzała badawczo i zaczęła się dyskusja o wegetarianizmie, weganizmie i biednych króliczkach, które są „konikiem” sześciolatki.

Dziś mam wielką przyjemność przybliżyć Wam temat testowania kosmetyków na zwierzętach dzięki rozmowie z niezwykłą osobą, Mają Nowak, która jest znaną weganką i bardzo świadomą konsumentką. Temat testowania na zwierzętach nie jest łatwy ani przyjemny, ale jest ważny. Wielu z nas nie zastanawia się nad tym problemem sięgając po szampon czy krem. Bezrefleksyjnie wrzucamy produkt do koszyka, kiedy w prosty sposób moglibyśmy wybrać inny, wcale nie droższy czy gorszy, a bezpieczny i wolny od testowania na zwierzętach. Często wystarczy wiedza, a nam jej wielokrotnie brakowało.  Mimo iż od lat znałam kilka firm, które testują na zwierzętach i te omijałam szerokim  łukiem,  to otwarcie przyznam, że dopiero znajomość z Mają zaczęła mi mocno otwierać oczy na głębie zagadnienia. Dzisiejszy wywiad oczy otworzy i Wam:

  1. Mówię „Testowane na zwierzętach”, a Ty pierwsze co myślisz to…

Cierpienie.

  1. Czy testowanie na zwierzętach zawsze oznacza torturowanie ich? Niejednokrotnie się spotkałam z opiniami, że na ludziach też się testuje np.leki, a nie wiąże się to z krzywdzeniem ich, a jedynie sprawdzeniem czy dany lek działa, czy nie ma za słabej dawki, a skutki uboczne są/mogą być prawie nieodczuwalne itp.

Jeżeli dany lek jest testowany na ludziach są to tzw. testy kliniczne. Ludzie biorą udział w badaniu z własnej nieprzymuszonej woli. Badanie musi gwarantować bezpieczeństwo uczestników i musi być etycznie uzasadnione.

Testowanie kosmetyków (i leków również, ale to odrębny temat) na zwierzętach nie polega na wsmarowywaniu kremu w królika, czy malowaniu mu paznokci. W przemyśle kosmetycznym przeprowadza się stale eksperymenty z chemikaliami – po to, by opracować coraz to nowsze konserwanty, wynaleźć nowy zapach lub odkryć nowy modny kolor.

Corocznie z powodu eksperymentów ginie w męczarniach 50-100 mln zwierząt.

Są to zwierzęta, które żyją po to, aby dane substancje mogły być na nich testowane. Swoje życie zaczynają i kończą w ciasnych klatkach laboratoriów.

  1. Co w takim razie dokładnie oznacza „testowanie na zwierzętach”? Jakie praktyki są stosowane? Wiem, że odpowiedź może być trudna…

Dla przykładu podam testowanie danej substancji na toksyczność. W tym przypadku „używa się” zazwyczaj szczurów lub myszy. Każde ze zwierząt otrzymuje dokładnie określoną dawkę testowanej substancji. Substancje te dodaje się do pokarmu lub też zmusza się zwierzęta do połykania środka za pomocą sondy wewnętrznej. Inne substancje wstrzykiwane są domięśniowo, dożylnie lub do brzucha, często zwierzę musi je wdychać. Po kilku dniach występują u nich skurcze, paraliż lub inne reakcje, które są obserwowane i protokołowane. Wreszcie zabija się zwierzęta, aby móc ocenić stopień szkodliwości substancji w organach i systemie nerwowym.

Przy testach na tolerancję śluzową wykorzystywane są króliki lub świnki morskie. Dla wykonania tego testu zakrapla się i wciera preparat do oka zwierzęcia, które ubrane jest w specjalne kołnierze uniemożliwiające drapanie podrażnionego i swędzącego oka.

Ponieważ króliki nie wydzielają płynu łzowego, substancja testowana pozostaje w oku zwierzęcia w skondensowanej formie min. przez 24 godziny. Skutkami tego testu mogą być silne zapalenie spojówek lub nawet całkowite zniszczenie oka. Nie muszę chyba wspominać, że w przypadku nieodwracalnych uszkodzeń oczu lub skóry zwierzę jest uśmiercane.

Testy na zwierzętach kojarzone są głównie ze wspomnianymi wyżej królikami i szczurami. W dzisiejszych czasach wykonuje się je również na psach, kotach i małpach.

  1. Czy mamy szansę wygrać walkę z wielkimi firmami? Czy to nie jest walka z wiatrakami?

Dla mnie to nie tyle walka, co zwyczajne wybory świadomego konsumenta. „Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie”. Ja jestem tą zmianą i koncernów testujących nie wspieram, na szczęście są alternatywy i na brak różnorodności firm kosmetycznych, które nie testują nie narzekam.

     5. Często na opakowaniach kosmetyków nie ma zaznaczenia, że produkt nie jest    testowany. Czy to oznacza, że jest?

Może zacznę od sytuacji na odwrót – to, że dany produkt jest oznaczony przez producenta jako nietestujący, może oznaczać tyle, co nic. Po to są niezależne listy aby mieć potwierdzone informacje – marki nie piszą całej prawdy na swoich stronach internetowych, czy opakowaniach.

Jeżeli jest to oficjalny znaczek The Leaping Bunny BUAV (BUAV-Leaping-Bunny-trademark-333x295) to możemy być prawie pewni, że to produkt bezpieczny (nietestowany). Znaczki BUAV są nadawane oficjalnie. Niestety bardzo często firmy nadają sobie swoje własne znaczki, na których istnieje stworzone przez nich logo króliczka, czy oznaczenie, że kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach i w tym przypadku często (nie zawsze!) dochodzi do przekłamania koncernu wobec nieświadomych konsumentów.

Istnieje również mnóstwo firm bez jakiegokolwiek oznakowania, które na zwierzętach nie testują.

  1. Czy jest jakaś jednostka/fundacja, która zajmuje się śledzeniem i sprawdzaniem firm pod tym kątem? Czy zdarza się, że firmy, które nie testowały, zaczynają testować. I odwrotnie?

Najpopularniejszą grupą działającą przeciwko testowaniu na zwierzętach (już od ponad 100 lat) jest wspominanie wcześniej BUAV czyli British Union for the Abolition of Vivisection, często znane też jako działające globalnie  Cruelty Free International.

Oczywiście mają miejsce sytuacje, kiedy kosmetyki danej firmy ze znaczkiem BUAV dalej dostępne są na sklepowych pułkach, a w polityce firmy doszło do zmian – np. weszła na rynek chiński, co momentalnie powoduję, że nie jest to firma cruelty-free. Takie sporadyczne, ale jednak mające miejsce zdarzenia trudno jest przeskoczyć.

Najbardziej znaną światową stroną z ogromem wiedzy na temat marek i listą producentów jest https://logicalharmony.net – blogerka zajmuje się tematem zawodowo i na bieżąco aktualizuje listę.

  1. Idziesz na zakupy do marketu, do apteki, do drogerii… Stajesz przed stosem różnych kosmetyków, kusisz zapachami, kolorami, składami, cenami. A tymczasem 3/4 pochodzi z koncernów, które testują albo zlecają testowanie na zwierzętach. Które koncerny/dystrybutorzy są na czarnej liście? Czy wszystkie kosmetyki przechodzące przez ręce dystrybutorów z „czarnej listy” są na pewno testujące?

Nie chciałabym w wywiadzie wymieniać bezpośrednio nazw producentów z tzw. „czarnej listy”. Mogę natomiast podkreślić, że często mamy do czynienia z tzw. wilkiem w owczej skórze. Dany koncern opowiada wszem i wobec, że nie testuje w Unii Europejskiej (czego robić i tak nie może, bo zabrania tego prawo), tymczasem w krajach azjatyckich sam opłaca testy na zwierzętach.

Jak radzę sobie w drogerii? Nie mam z tym najmniejszego problemu, pewnie część takiego podejścia zawdzięczam minimalizmowi, bo po prostu nie chodzę do drogerii po to by wszystko po kolei wąchać, czy dawać się kusić kolorowym opakowaniem. Moje zakupy są przemyślane. Często wracam do tych samych niezawodnych produktów i producentów, których polityka jest bliska mojemu sercu.

Mam zaufanie do list tworzonych przez kilka blogerek, niektóre z nich znam osobiście. Zdarzyło mi się osobiście pisać do firm. Im dłużej siedzę w temacie, tym trudniej jest mnie oszukać. Rzeczywistość jest taka, że im większa światowa firma, której reklamy widzi się na każdym kroku, tym większe prawdopodobieństwo, że ma do czynienia z testowaniem swoich produktów na zwierzętach.

  1. Czy bezpiecznie jest kupować polskie kosmetyki?

To, że coś jest polskie nie znaczy nic w kwestii testowania. Wiele polskich marek z entuzjazmem wchodzi na rynek chiński.

  1. Mówisz, że nie ma znaczenia, czy firma jest polska. A czy ma znaczenie, że firma jest mała, mniej znana? Czy można mniemać, że małe firemki nie testują, bo np.ich na to nie stać?

Niestety bywa na odwrót. Czasem aby zaoszczędzić na produkcji składniki kosmetyków sprowadza się z niesprawdzonych źródeł, co kończy się tym, że sam producent nie wie czy jego produkt końcowy jest cruelty free, czy nie.

Sama kiedyś myślałam w ten sposób: „Nowa, mała firma, nie ma jej w Chinach, więc to pewniak!”, ale niestety myliłam się. Zdarza się, że takie firmy nie odpowiadają na konkretne pytania dotyczące testowania. Dodatkowo należy pamiętać, że już u naszych sąsiadów – w Rosji nie ma prawnego zakazu testowania, a rosyjskie kosmetyki cieszą się obecnie dużym zainteresowaniem w polskich drogeriach.

Oczywiście to nie jest żadna reguła, nietestujących producentów jest naprawdę sporo, często małe firmy działają bardzo etycznie. Wyczulam jednak, aby nie traktować tego jako coś pewnego i przede wszystkim nie dać się zwieść napisom na opakowaniu. „Bio”, „eco”, „etic” znaczą w wielu przypadkach tyle, co nic. Nie mamy gwarancji, że taki kosmetyk jest nietestowany, podobnie jak to, że jego skład jest naprawdę taki „bio”, jak chce nam to zaprezentować producent

          9a. Tak jak wyżej wspomniałaś, przepisy europejskie zabraniają testowania na zwierzętach. A o co chodzi z wchodzeniem na rynek Chiński? I skąd wiadomo, że otwierając tam sprzedaż, firmy testują?

Wiadomo dlatego, że wymaga tego chińskie prawo. Prawa nie da się przeskoczyć. Każdy kosmetyk, który jest sprzedawany w Chinach musi być przetestowany na zwierzętach. Jeżeli jakakolwiek marka mówi, że nie testuje na zwierzętach, a jej produkty są dostępne w Chinach to po prostu kłamie. Podkreślę jeszcze, że to marka sama opłaca wykonanie takich testów.

  1. Czy możesz wymienić najbardziej znane marki kosmetyków, które testują na zwierzętach oraz najbardziej znane, które nie testują?

Skupię się na pozytywach i wymienię te, które nie testują.

Z marek dostępnych powszechnie w polskich drogeriach: Ziaja, AA,  Tołpa, Pierre Rene, Joanna, Isana, Babydream, Alterra, Rival De Loop, Facelle, My Secret, Miyo, Sylveco, Biolaven, Vianek, Yope,  Petal Fresh, CD, Biolove, Himalaya, Essence, Wet’n’Wild, Catrice, Marc Jacobs Beauty (kolorówka, nie perfumy – to dwie odrębne firmy, niestety), Korres, Gosh, Kiko Milano, Douglas (czyli kosmetyki marki Douglas, nie wszystkie dostępne w drogerii o tej samej nazwie).

Oczywiście wymieniłam tylko kilka firm i to dostępnych stacjonarnie. Do tego dochodzi mnóstwo firm, które możemy kupić online, czy też w mniej znanych lokalnych drogeriach.

Z ogromnym podekscytowaniem w temacie cruelty free czekamy na pojawienie się w polskich Sephorach kosmetyków Kat Von D.

  1. Czy w Twojej ocenie zakupy są bardzo utrudnione, jeśli się chce unikać kupowania „złych” kosmetyków? Nasze czasy wiążą się z dużym pośpiechem, nie zawsze stojąc przed półką sklepową mamy czas na wertowanie wujka-googla i szukania informacji o poszczególnym kosmetyku (choć wiem, że czasem trzeba – my tak miewamy z glutenem). Czy przestawienie się na kosmetyki „dobre” jest bardzo trudne, czasochłonne i wymagające poświęceń?

Ciężko dokonać mi takiej obiektywnej oceny, bo każdy jest inny i ma w życiu inne zajęcia, priorytety. Przechodząc na weganizm dowiedziałam się na czym polega testowanie na zwierzętach, zrozumiałam, że nie chcę wsmarowywać w siebie kosmetyków i tym samym w pewien sposób „upiększać się” za wszelką cenę, za cenę śmierci niewinnych istot. Nie podchodzę do zakupów w sposób „ale ten kosmetyk fajny, szkoda, że nie mogę go kupić, bo jest zły”. Firmy, które mają krew na rękach po prostu mnie nie interesują i nie zwracam uwagi na ich produkty.

Sama nie robię zakupów w pośpiechu, bo po prostu tego nie lubię. Na samym początku mojej drogi często miałam zapisane sprawdzone listy firm nietestujących w telefonie, więc miałam do nich dostęp nawet w bardziej kryzysowych sytuacjach. Myślę, że nasze czasy ułatwiają nam świadome decyzje, a nie utrudniają je.

Skoro istnieją profesjonalne makijażystki pracujące tylko i wyłącznie na kosmetykach cruelty free to uważam, że tym bardziej osoba, która kupuje produkty na potrzeby swojego własnego użytku może wybierać etycznie. Wystarczą chęci 🙂

  1. Jakie są Twoje ulubione marki kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów? Czy można je kupić na co dzień np.w drogerii Natura, Rossman czy supermarkecie typu Careefour?

Oczywiście, że można! Większość marek wymieniłam już powyżej.

Jeśli robię zakupy stacjonarnie to najczęściej zaglądam do Rossmana lub drogerii Kontigo.

Wszystkie marki własne Rossmana (m.in. Alterra, Isana, Rival De Loop, Facelle, Babydream) są nietestowane. Kiedyś myślałam, że ich niska cena wiąże się z kiepskim działanie, składem, czy po prostu jakością. Teraz wiem, że jest na odwrót i często przepłacamy za kosmetyki nic nie warte.

Jeśli potrzebuję coś z kosmetyków kolorowych to najczęściej wybieram się do Hebe bądź drogerii Natura, gdzie zaglądam do szaf Catrice, Essence, Wet’n’Wild, Gosh, czy Pierre Rene.

  1. Właśnie miałam pytać o kolorówki.  Przyznam, że nie znałam żadnej z powyższych. A czy cokolwiek z kolorówek kupię w Douglasie czy Sephorze?

Sephora: Mark Jacobs Beauty + od września będzie Kat Von D

Douglas: Physicians Formula, Rouge Bunny Rouge,  The Balm, Cailyn, Ardell, Isa Dora i marka własna Douglas, Orly.

  1. Z perfumami chyba jest podobny kłopot, co z kolorówkami. Raczej się nie spotkałam z oznaczeniem na opakowaniu. Skąd wiedzieć czy dane perfumy są OK? Boję się pytać czy moje ukochane Clinique są bezpieczne? Przyznam, że nie sprawdzałam…ale też ta marka nie rzuciłam mi się w oczy na żadnej liście produktów.

Clinique od dawien dawna jest w Chinach…

Z perfumami rzeczywiście jest chyba największy problem. Ja swoje kupuję w Marks&Spencer (ich marki własnej) bądź sięgam po bardziej naturalne firmy Pacifica (dostępne stacjonarnie w Warszawie, na stronach internetowych i na różnych wege/ eko targach). Od niedawna jest też nowa seria bardzo przystępnych cenowo wód toaletowych Allvernum w sieci drogerii Hebe.

  1. Bardzo ubolewam, że Loccitane wyszły na rynek Chiński… To chyba największy cios dla mnie. Czy Ty miałaś „ściśnięte serce” rezygnując z czegoś, gdy dowiedziałaś się, że firma testuje? Co to było?

W momencie kiedy przeszłam na „jasną stronę mocy” zdarzyło się, że kilka firm zmieniło swoje stanowisko w sprawie testowania wchodząc do Chin. Na szczęście w większości były to marki, których kosmetyków i tak nie używałam (nie z jakiejś ideologicznej przyczyny, ale bardziej ze względu np. na to, że nie były to kosmetyki z dobrym składem, czy w adekwatnej do jakości cenie). Na szczęście na swojej drodze napotkałam setki kosmetyków, o których wcześniej nie miałam pojęcia, że są crulety free i wiele firm pozytywnie mnie zaskoczyło.

  1. Czy masz wiedzę na temat kosmetyków dla dzieci?

Na pewno najbardziej popularną marką wśród mam, które zwracają uwagę na testowanie, ale również składy kosmetyków dla swoich pociech jest rossmanowski Babydream. Sama uwielbiam ich żel pod prysznic o wspaniałej konsystencji w śmiesznie niskiej cenie.

Kolejna firma w dużej mierze dedykowana dzieciom to Nature’s Gate. W Polsce niestety dostępna w wybranych sklepach ze zdrowym asortymentem. Na szczęście istnieje ogromna internetowa drogeria www.iherb.com, na której można zamówić te kosmetyki prosto z USA. Koszty przesyłki nie różnią się praktycznie wcale od opłat, które ponosi się za zamówienia w polskich sklepach.

  1. Rozmawiamy o kosmetykach, ale wiadomo, że sprawa dotyczy znacznie szerszego spektrum jak leki, żywność, alkohol. Czy w Twojej ocenie jest możliwe całkowite zaprzestanie testowania na zwierzętach? Czy może np. leki niestety muszą tak powstawać? Badałaś szerzej temat? Jakie stanowisko mają biotechnolodzy?

Często spotykam się ze stwierdzeniem „świata nie uratujesz”, „przecież i tak będą testy”, „leki muszą być testowane” etc.

Myślę, że najważniejszym krokiem do swego rodzaju cruelty free stylu życia jest zrozumienie, że unikamy cierpienia zwierząt tam, gdzie jest ono zbędne. I działamy na polu, które jest w danej chwili dla nas dostępne.

Zwierzętom w medycynie zawdzięczamy bardzo wiele i warto o tym pamiętać. Leki często ratują życie i mimo, że w idealnym świecie nie musiałyby być testowane na zwierzętach, to jeśli obecnie są – jest to kwestia wyższej wagi. Szminka, czy ładny zapach na nadgarstku to nie jest sprawa życia i śmierci. Owszem, w dzisiejszych czasach dla wielu osób stanowi ważną kwestię, ale jeżeli jeszcze ważniejszą sprawą jest życie milionów zwierząt – warto się zatrzymać, dowiedzieć jak wygląda testowanie i dokonać świadomej decyzji.

Niestety wielu ludzi nie wie z jakim okrucieństwem wiąże się testowanie na zwierzętach albo po prostu w ogóle o tym nie myśli. Do tego marki testujące kłamią i żerują na niewiedzy konsumenta.

Zdaję sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy nie jest możliwe całkowite zaprzestanie testowania wszystkich wymienionych wyżej produktów na zwierzętach. Natomiast w Europie udało się zakazać testowania kosmetyków, więc inne kraje powinny pójść tą samą drogą. I to jest jak najbardziej możliwe, wierzę, że nastanie taki dzień.

  1. Od kiedy Ty zwracasz uwagę na kwestie testowania?

Od momentu przejścia na weganizm, czyli od prawie 4. lat. Wcześniej nie miałam pojęcia jak wygląda testowanie na zwierzętach, a może po prostu wolałam o tym nie wiedzieć 😦

Dziękuję Ci, Maju! Jestem pewna, że tym wywiadem uratowałaś bardzo wiele króliczków i świnek morskich…

Obecnie nie jestem bardzo przywiązana do żadnej marki, choć od miesięcy uwielbiamy wszyscy czworo Lavera (także kolorówka – cienie, róż…). Poza tym fajnie się u nas sprawdzają m.in.: Tołpa, Vianek (choć nie wszystko tej serii), Sylveco, AA, Ziaja, Yope, Neauty Minerals oraz czysto dziecięce: Pure Beginnings i Urtekarm.

Mam jeszcze zalegające „złe” kosmetyki, o których nie wiedziałam, że testują, z którymi się żegnam definitywnie, gdy tylko wykończę opakowanie. Początkowo czułam żal, potem po prostu rozczarowania. Na koniec , obojętność i luz, a nawet odrobinę ekscytacji przed poszukiwaniem nowości, które zastąpią stare przyzwyczajenia. Kosmetyków jest tak dużo, że nie ma możliwości nie znaleźć godnych następców. A szukanie bywa przyjemne…

Byłabym hipokrytką, gdybym powiedziała, że nigdy w życiu już nie kupię niczego, co jest testowane na zwierzętach. Z bólem serca jeszcze przez jakiś czas będziemy kupować pampersy, których firma testuje… lecz które w mojej ocenie są najlepsze dla dziecka i na obecną chwilę nie podejmę się eksperymentowania ze skórą niemowlęcia, by znaleźć zamienniki. W tym przypadku człowiek jest dla mnie ważniejszy. Podobnie jest z żywnością, w której jeszcze słabo się orientuję, choć  też mam zamiar zgłębić temat.

Drodzy, nawet sporadyczne lecz świadome wybieranie brandów nietestujących na zwierzętach, ratuje im życie! Nie trzeba być weganinem, by minimalizować cierpienia maluczkich.

PS.a i mięso jemy coraz rzadziej i coraz mniej nam smakuje… Kto wie, jak to wszystko się dalej potoczy 🙂 Moja siostra trzyma za nas kciuki!

magazynVege_sesja

Maja Nowak (fot.: Mytych Photography) –  znana weganka, vlogerka Mayathebee, coach a nade wszystko bardzo pozytywna osoba, dla której szklanka jest zawsze do połowy pełna. Wszystkim, którym zagadnienie weganizmu jest bliskie, polecam jej kanał na YouTube’ie. Glam Girl i ja od kilku miesięcy regularnie zaglądamy  do filmików „Cioci Mai

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s