Poznań z Glam Girl w kilka godzin

Pierwszy weekend wakacji szkolnych i my rozpoczęliśmy wyjazdowo. Nawet dwa dni wystarczyły, by się oderwać i zrelaksować. Do wczoraj Poznań nie był nam po drodze. Gdyby nie okoliczności rodzinne, nie wiem, kiedy byśmy tam pojechali. Dziś wiemy, że wrócimy na pewno i to nie tylko z powodu kolejnych urodzin siostry ciotecznej Glam Girl. To miasto nas urzekło i zaraz po Warszawie, Wrocławiu, ulokowało się na trzecim miejscu miast wartych zobaczenia w Polsce.

Spędziliśmy w nim tylko kilka godzin, ale to wystarczyło by się zauroczyć i by zwiedzić zacny jego kawałek, gdyż miasto nie jest duże i liczy trochę ponad 500 tysięcy mieszkańców. Jak wspomniałam wyżej, celem naszej podróży był „roczek O.”, więc nie nastawialiśmy się na zwiedzanie. Poza tym po raz pierwszy wyjechał z nami czteromiesięczny The Little Bro, a jak każdy wie, podróżowanie z niemowlakami bywa różne…Szczęśliwie udało się spędzić treściwie kilka godzin na oglądanie miasta, jedzenie pyszności bezglutenowych, zakupy bez dzieci, zabawy na placu zabaw, a to wszystko w towarzystwie rodziny, co uczyniło ten wyjazd jeszcze bardziej sentymentalnym. Glam Girl jako dojrzała sześciolatka stała na czele dzieciarni, kolejno: Li, lat 2, Oli lat 1, The Little Bro, 4 miesiące. Dumnie przewodziła, choć największą przyjemność czerpała z prowadzania za rączkę Dwulatki. Opiekuńcza z niej Bestia. Nie może się doczekać, gdy braciszek też będzie już chodził.

Gatka-szmatka, ale przejdźmy do konkretów…

Stare Miasto. Może się wydawać, że kilka godzin to niewiele, ale jeśli zatrzymamy się na nocleg na Starym Mieście, zaoszczędzimy czas dojazdów i nawet z okna hotelowego będziemy delektować się widokami pięknych kamienic. My tak oczywiście zrobiliśmy i była to świetna decyzja 🙂 Nie tylko dlatego, że chcąc się gdziekolwiek przemieścić, trzeba było przejść uliczkami starówki, podziwiając je, ale również ze względu na zakaz wjazdu i parkowania samochodów. Dzięki temu mogliśmy się całkowicie oderwać od miastowego zgiełku i bezpiecznie spacerować z dziećmi. Stare Miasto w Poznaniu jest całkiem rozległe. Nie zostało bardzo zniszczone w czasie wojny, jak np.Warszawa.

Jarmark poznański  na Rynku Głównym (w niedzielę). Na Koziołki w południe się spóźniliśmy niestety (nadrobimy to), ale zaliczyliśmy klauna witającego dzieci zmierzające na Jarmark poznański znajdujący się na Rynku Głównym. Nie wyróżniał się on niczym – ani rynek ani targ, ale można było kupić na nim niemal wszystko: od górskich oscypków, naturalnych kosmetyków, miodów pszczelich, przez dziergane kubraczki, latające balony, obowiązkowo ręcznie robione biżuterie, po słodycze, kiełbaski z grilla… itp. Mimo, że asortyment typowy, to atmosfera zawsze miła i zachęcająca do kupowania pamiątek. Będąc na rynku, warto rozejrzeć się za tradycyjnymi rogalami świętomarcińskimi. Mieszkańcy przestrzegają, by kupować tylko w certyfikowanych punktach, które m.in. tam można znaleźć. My ze względu na dietę Glam Girl ograniczyliśmy się do wąchania aromatów, ale glutenożercom polecamy. Poznański Must-have!

Stary Browar. Miejsce piękne i bez dwóch zdań warte wszelkich zdobytych nagród. Architektoniczny majstersztyk: stara, ogromna fabryka zaadoptowana na centrum handlowe – może brzmi mało atrakcyjnie, ale wygląda świetnie. Zakupów nie trzeba robić, by chcieć tam przebywać. Budynek choć wielki, ma czym oddychać. Jest cichy, klimatyczny i bardzo przestrzenny. Nie dziwne, że odbywają się w nim przeróżne imprezy, pokazy mody, spotkania celebtrytów. Stary Browar ma bardzo przemyślanie zagospodarowany teren na zewnątrz: szeroki park w stylu anglosaskim, pomysłowy plac zabaw dla dzieci, blisko „ogródki” kawiarniane i restauracyjne, a wszędzie wolnostojące leżaki. Glam Girl wyszalała się, aż zgłodniała.

A skoro o jedzeniu mowa… Niesamowicie miłym zaskoczeniem dla nas była dostępność jedzenia gluten free. Jadąc na dwa dni, nie zastanawiałam się, gdzie zjemy, gdyż obiad bezglutenowy był zapewniony na urodzinach O., wór przekąsek spakowanych do walizki, a w rezerwie zawsze frytki z Maca. Nie mniej jednak przypadkiem trafiliśmy na kilka poznańskich perełek:

e-7471

Pierożak – na Starym Mieście, na ulicy Wrocławskiej 23. Najlepsze pierogi bezglutenowe ever! Jedli je wszyscy i nawet mój tata nie marudził, mimo iż miały ciemny kolor, z pozoru mało apetyczny. Owe pierogi są wyrabiane na świeżo, na naszych oczach. Od razu zaznaczę, że mogą zawierać śladowe ilości glutenu, bo kuchnia jest jedna, ALE kucharze mają świadomość zjawiska celiakii i dokonują wszelkich starań, by jedzenie nie stykało się z glutenem. Używają czystych, garnków, osobnych stanowisk pracy, a pierogi lepią w rękawiczkach, zawsze nowych. Glam Girl jadła je zarówno w sobotę na kolację, jak i w niedzielę na obiad. Mniam!

W filiżance Cafe – po sąsiedzku z Pierożakiem. Dosłownie 20 kroków dalej, natknęliśmy się na stojący szyld „ciastka bezglutenowe i wegańskie”. Znów szok! Marząc o kawie, można było radośnie schrupać ciacho. Hotel mieliśmy w maleńkiej uliczce Gołębiej pomiędzy tymi dwoma miejscami. Idealnie!

file-1

Lodovnia – naturalne lody, m.in. bezglutenowe i wegańskie. Smaki zmieniają się często, ale zawsze jakiś bezglutenowy można trafić. Lokalik znajduje się na patio Starego Browaru. Lody można wziąć w rękę i przespacerować się po parku lub złowić hamak czy leżak i relaksować się na świeżym powietrzu.

file1

Projekt Kuchnia – znów perełka z daniami gluten free i vege, choć bardziej pod wymagających dorosłych. Dla dzieci z menu bezglutenowego oferują „kurczaka kukurydzianego”. Brzmi ciekawie, ale nie mieliśmy okazji smakować – pierogi biły na głowę konkurencję 🙂 Pooglądaliśmy sobie tylko bardzo stylowe wnętrze i zostawiliśmy w pamięci na kolejny przyjazd.

Manekin – niestety nie dotarliśmy i tam, choć w Poznaniu są aż dwa i nie są nękane takimi kolejkami jak w Warszawie. Z poleceń bezglutenowców wiem, że serwują tam kukurydziane naleśniki. W prawdzie nie są certyfikowane oraz mają zaznaczenie, że mogą zawierać śladowe ilości glutenu, ale jeśli się na wstępie zaznaczy kelnerowi, iż ma się celiakie i że należy zachować wszelką ostrożność przy przygotowywaniu dania, naleśniki będą zrobione najstaranniej jak to jest możliwe. Wiem, że osoby bardzo wrażliwe na najmniejsze ilości glutenu niejednokrotnie je jadły i czuły się dobrze.

20170629_175631

Kropka – za koniec wisienka na torcie, poza centrum miasta, na osiedlu Armii Krajowej, mieści się niepozorna, acz klimatyczna kawiarenka, w której można zjeść pysznie, ciepło, BEZGLUTENOWO, a także wegetariańsko, diabetycznie i po prostu zdrowo. My mieliśmy przyjemność spędzić tam ponad trzy godziny na rodzinnej imprezie, gdzie zaserwowano nam pyszny obiad, przekąski, kawę i tort. Wszystko mogła zjeść Glam Girl i z wszystkiego się bardzo cieszyła. Smacznie i KROPKA!

Pozdrawiamy i życzymy miłego pobytu w Poznaniu!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s