Małe-wielkie sukcesy czyli jak stać się optymistą

Ostatnio mówiłam o tym, by żyć chwilą, nie planować…

Dziś mam kolejną propozycję, którą przetestowałam na własnej skórze: metodą małych kroczków doceniać małe-wielkie sukcesy dnia, cieszyć się nimi i przypominać je sobie w trudniejszych momentach, by stać się optymistą. Przy dziecku nieraz trudno o dostrzeżenie pozytywów. Oczywiście maluch jest największym szczęściem i radością rodzica, ale by codzienność była usłana różami… Wiemy jak jest.

Co u mnie działa? Wypisuję sobie w notesie udane punkty dnia czyli tytułowe małe-wielkie sukcesy. Co mam na myśli? A nic innego, jak wszelkie, nawet najmniejsze rzeczy, które nam się udały w związku z dzieckiem lub w towarzystwie dziecka. Gdy H.skończył miesiąc (wcześniej nie widziałam sensu, ale może u Was być zupełnie inaczej), zaczęłam czynić takowe notatki. Pierwszy tydzień nie był taki owocny w zapiski, ale już drugi od początku do końca zakończony sukcesem.

Oto, co u nas udało się zrealizować:

Poniedziałek – nie zasnęłam przed 21 oraz randka rodziców czyli rocznicowe wyjście na koncert Stinga!

Wtorek – odbyliśmy bardzo długi i owocny spacer, zaliczając w trakcie wizytę na poczcie, w Żabce i  finalnie lądując w domu na ciąg dalszy drzemki. 2,5h snu! Szał! Oby to się zdarzało częściej!

Środa – podczas domowej drzemki: udane zakupy internetowe, zrobione prasowanie, odpisanie na zaległości mailowe oraz poczynione notatki blogowe. A popołudniu dziewczyńska wyprawa matki i córki do Arkadii do kina na „Piękną i Bestię”. 

Czwartek – pierwsza, spontaniczna pseudo wycieczka z Glam Girl na zajęcia poprzedszkolne. Młodzieniec dał spory koncert głodowy, ale poza nim, spisał się na medal.

Piątek – pierwsza wyprawa z wózkiem do przedszkola po Glam Girl. Było bez płaczu ani zgrzytania zębami (czyt. dziąsłami).

Sobota – przepiękny, rodzinny poranek w Centrum miasta czyli śniadanie na Chłodnej w Legal Cakes, a popołudniu udało się iść na spacer i zjeść lody.

Niedziela – szybka kawa w lokalnej Coście, pierwsza rodzinna wyprawa do kościoła oraz  pierwszy wyskok na zakupy do Klifu. Obyło się bez ofiar w ludziach!

IMG_20170403_131657_059

Gdy dziś patrzę na tę listę, robi mi się cieplej na sercu. Jestem napełniona optymizmem i już wyglądam nowych sukcesów w tym tygodniu…

Dziś jest kolejny poniedziałek: jestem po miłej kawie z koleżanką i po spacerze z H., ale największy sukces dnia to przemyślenie: gdy się nie ma dziecka lub ma się dziecko całkiem spore (jak np.nasza 6-latka), myśli się i planuje rzeczy wszelakie, marzenia pozwalają na sięganie gwiazd! Pojawienie się niemowlęcia czasowo stopuje te zapędy i sprowadza nas na ziemię. Przygotowując się do posiadania dziecka lub będąc już w ciąży wizja uziemienia może dołować… Ba! Dołuje! Znajomi mówią ci, że nie prędko wyjdziesz z domu, wyjedziesz na wakacje czy wyśpisz się… I mają w tym racje. Wiedzą. Prawdopodobnie byli już w tym miejscu… ALE dopiero ostatnio zrozumiałam, że gdy już się tego niemowlaka ma w domu, to optyka się zmienia. Nawet przy największym hardcorze (jaki przeżyłam z Glam Girl), zupełnie zmieniasz myślenie i potrzeby. Nagle przestajesz planować wyjazd na Maderę z trzymiesięcznym maluszkiem… ale nie dlatego, że to jest niemożliwe, tylko dlatego, że rozwój niemowlaka jest tak dynamiczny, że wolisz skupić się na nim, niż na siłę pakować walizki w stresie pt.: ”rozpłacze się czy nie…”. Wolisz przeżyć spokojnie dzień, docenić chwilę z kubkiem kawy, spotkanie z przyjaciółką, zabawę ze starszą córką… I choć co jakiś czas czujesz w dołku ścisk na myśl o Disneylandzie, Kalifornii, Kanadzie czy słonecznej Nicei… To potem zerkasz do wózka i widzisz, że teraz jest po prostu inny czas. Inny, w niczym nie gorszy. Pokuszę się o stwierdzenie, że bardziej fascynujący niż niejedna podróż, a w swoim życiu sporo ich odnotowaliśmy. Dziecko zatrzymuje czas. Zatrzymuje ciebie. Nie pozwala gnać i ścigać się ze szczurami. Ono zmusza do zauważania drobiazgów, doceniania małych-wielkich sukcesów. Dla mnie dzieci to nieustanne powroty do czasów mojego dzieciństwa, bezwzględnie najcudowniejszego okresu życia. To ocieranie się o magię…

Czy macie dzieci, czy też jesteście na zupełnie innym etapie życia, spróbujcie przez jeden tydzień notować swoje małe-wielkie sukcesy dnia. Może to być dosłownie wszystko – od wypicia ciepłej kawy, przeczytanie książki, porozmawiania z bliskim, zdążenie na autobus, wyspanie się, kupienie super bluzki, przez spotkanie z przyjacielem, wyjście wcześniej z pracy, upieczenie ciasta, nauczenie się czegoś nowego, znalezienie złotówki na ulicy, po wygrana w totka! Po tygodniu spójrzcie i uśmiechnijcie się do tej listy. Ona przybliży Was do stania się optymistami. Zobaczycie, że nawet najbardziej parszywy okres, nie był całkowicie nieudany, że naprawdę szklanka może być do połowy pełna!

Piszcie w komentarzach swoje przemyślenia na temat optymizmu i docenianiu drobiazgów. A może macie lepsze pomysły i sposoby na bycie optymistami?

Reklamy

3 thoughts on “Małe-wielkie sukcesy czyli jak stać się optymistą

  1. a gdzie ta costa urosła? 😉
    Jak wiesz – po raz pierwszy w życiu Olki mamy za sobą zdrowy marzec. To było moje małe-wielkie marzenie i żadne wojaże tego nie przebiją. 🙂

    Polubienie

    1. Własnie wiem! Gratuluje jeszcze raz i trzymam kciuki za wiecej! Ps.Costa na Światowida przy przystanku Tarchomin (kompleks kolo Piotra i pawla/Tesco)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s