Zwierzenia matki-polki

Eksplozja uczuć, emocji i wrażeń. Skrajne myśli i doznania. Rollercoaster emocjonalny.

Ranek zawsze lepszy od wieczora. Słońce motywujące, zmierzch wpędzający w melancholię, niepewność i lęk. Łzy szczęścia tak wielkiego, że nie da się go udźwignąć. Wzruszeń nie ma końca. Gonitwa myśli. „Jak luzie to ogarniają?! Ja nie dam rady! Ja nie daję rady…”

Pierwszy dzień: poród cięciem cesarskim. Lęk ale i spokój. Byłam już tu raz. Wiem z czym to się je… Dam radę. Dałam. Było inaczej ale też ok. Trochę mnie zemdliły leki anestezjologiczne ale tak miały prawo zadziałać. Chwilę później nasz H. był już z nami! W dodatku „w czepku urodzony”. The Husband od razu dostał go na ręce, ja zaś całus („stempelek”) w głowę. Łezka się zakręciła z emocji. Szybkie badanie H.obok – 58cm, 3440kg i 10 punktów. Hurra! Znów łzy. Tym razem z ulgi, że dziecko zdrowe. Po chwili The Husband wraca z synkiem do pokoju. Czekają tam razem na mnie.

Wracam po ok. godzinie. Witają mnie dwaj przystojniacy. Ja jestem lekko oszołomiona ale jest dobrze. Jest pięknie. Jest już po ciąży! H. jest z nami! Ja się cieszę a przynajmniej staram się… Jeszcze do mnie nie całkiem dotarło, że ten abstrakcyjny „robak” z brzucha ma twarz, że jest podobny do Glam Girl, że teraz będzie nas czworo..

Myślę zaś nieustannie o Glam Girl. Nawet na jedną sekundę nie przestałam o niej myśleć i tęsknić. Ona to wszystko przeżywała od wielu tygodni… wyczekiwała brata jak nikt z nas. To ona pierwsza go ukochała już w moim brzuchu… Ona mu śpiewała, tuliła, kupowała rzeczy i ciągle pytała kiedy się urodzi… Wzruszało mnie to od początku. Wzruszyło i dziś. Emocje przeszyte do głębi serca. Czekałam na nią najbardziej na świecie –  6 lat temu i dziś. Marzyłam, by wreszcie przyjechała do szpitala. Po porodzie The Husband powiedział, że Glam Girl w nocy dostała gorączki… i że nie powinna przyjeżdżać… Serce mi pękło. I jej też…by pękło. Ale nie mogłam tak… nie byłam w stanie jej tego zrobić. Myszce, która strasznie tęskniła za mną i za H.; która stresowała się moim pobytem w szpitalu od dawna; która marzyła o braciszku od dawna… Postanowiłam, że przyjedzie na dosłowne 5min!

Przyjechała. Wzruszona. Przestraszona. Przejęta swoim stanem i ogarnięta lękiem, że może nam zrobić krzywdę swoją infekcją… Bała się do mnie podejść mimo łez w oczach nas obu i mojego błagania by podeszła. Znów serce mi pękało. Udało się uściskać. Zobaczyła z daleka H.i wróciła z tatą do domu. Następnego dnia skończyła z antybiotykiem i zapaleniem oskrzeli (drugim w tym miesiącu,a czwartą infekcją…). Nie mogła przyjeżdżać, wychodzić gdziekolwiek. The Father także nie przyjeżdżał. Solidarnie rodzina została podzielona. Najpiękniejsze chwile jakimi są narodziny dziecka stały się zarazem piękne jak i bolesne. Plan był inny: szczęśliwie spędzamy czas w szpitalu, w pokoju rodzinnym; rysujemy; śmiejemy się; uczymy nowego członka rodziny; jesteśmy razem… C’est la vie!

Drugi i trzeci dzień: Zostaliśmy we dwoje, zdani na siebie. Na poznawanie się wzajemnie. Gdy Glam Girl przyszła na świat, byliśmy we troje. The Husband zajmował się dzieckiem, pomagał mi i wprawiał w byciu ojcem od pięciu minut. To były fantastyczne chwile. On błyskawicznie stawał się zaprawiony w bojach, ja odpoczywałam po operacji, uczyłam się karmić… Teraz jak na prawdziwą matkę polkę przystało, musiałam skoncentrować się i skupić na wszystkim sama. Szczęśliwie, wymiennie towarzyszyły mi anioły  – moja mama i przyjaciółki! Bez nich wróciłm w głębokiej depresji. Współczuję samotnym matkom bez wsparcia kogokolwiek…

Dni mijały dobrze, ale choć było mi wygodnie i luksusowo, myślałam tylko o jednym: o powrocie do domu do Glam Girl, która równie mocno czekała na nas. Starałam się skupić na synku, ale z nim jeszcze nie zbudowałam relacji… on tu był od kilku chwil. Glam Girl od prawie 6 lat. Nie czułam jeszcze euforii i instynktu macierzyńskiego. Cieszyłam się, że go mam. Każde spojrzenie, przytulenie, karmienie otwierało nas na siebie, ale miłość zrodziła się dzień później…

Dzień czwarty: wypis ze szpitala i powrót do domu. Od rana czekaliśmy na werdykt: wychodzimy czy nie… H. spadł zbytnio na wadze i mieliśmy się karmić i dokarmiać butelką intensywnie. Ja też miałam postawione ultimatum… Ale udało się! Wszystko się ułożyło i wypisali nas!

W drodze ledwie utrzymałam emocje na wodzy… W domu – wielkie powitanie! Glam Girl przygotowała własnoręcznie wiszącą girlandę z imieniem brata, przeplataną balonami. Przygotowała poczęstunek, upiekła muffinki – wszystko z pomocą aniołów 🙂 Przywitały nas uściski, prezenty i łzy! Jednym susem chwyciłam córkę w ramiona i nie mogłam puścić. Łzy poleciały. Ona też się cieszyła ale bardziej czekała na H. Energia ją roznosiła. Emocje wrzały. Ale oczy błyszczały sie najbardziej na widok brata! Rozckliwiała się i mówiła, że go kocha!! Wtedy moje serce zabiło jednym rytmem. 6-letnia Glam Girl nauczyła mnie kochać H. w jedną sekundę – swoją postawą. Spojrzałam na ich oboje i już wiedziałam, że oboje mnie mają…

17092978_10155032164164076_635910987_o

Wieczorem nadmiar emocji wziął górę… Burza hormonów po porodzie jest przerażająco ogromna. Kobieta nie czuje się sobą. Przynajmniej ja się nie czuję… Mix myśli, wrażeń, lęków, przeżyć… Znów łzy. Panika. Zmiany w życiu są tak kolosalne, że nie umiem ich objąć rozumem jeszcze. W jednej sekundzie jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem i najnieszczęśliwszą zarazem. Jestem gotowa na Nowe i totalnie go nie chcę. Myślę: „i po co mi to było!?”,a za chwilę: „to najsłodszy synek świata”! Czuję presję karmienia piersią napływającą z każdej strony… a co, jeśli rzeczywiście pozbawiłabym H.super-nadprzyrodzonej-odporności?! Odczuwam jeszcze bóle pooperacyjne, a to nie pomaga w radzeniu sobie ze stresem ani wątpliwościami. Nie jest dobrze, miło. Nie taki miał być wyczekany powrót do domu…

Jeśli ktoś uważa, że pobyt w szpitalu jest gorszy od powrotu do domu, to zazdroszczę.

Dzień piąty: pierwsza noc za nami. Po ciężkim emocjonalnie wieczorze, nastała nie wiele łatwiejsza noc. Nikt się nie wyspał (nie to, że na to liczyłam J ), nikt nie delektował się pięknymi momentami, rozkosznymi minkami, uściskami i buziaczkami. Nooo…prawie nikt! Glam Girl także spać nie mogła, ale ona z masy ekscytacji i miłości! Z radością i błyskiem w oczach przybiegała na zmiany pieluszek i do wszelkiej pomocy. Jej usta śmiały się i niewerbalnie krzyczały „Hugo!!!”. Patrzyłam zdumiona i wzruszona. Ta mała dziewczynka już kocha swojego malutkiego braciszka mimo, że jeszcze się nie znają; mimo, że połowę ciąży nie mogłam spełniać jej wszystkich zachcianek, nosić i że non stop byłam senna albo zmęczona przez H.; mimo, że pojechałam do szpitala rodzić a ją musiałam zostawić w domu; mimo, że od powrotu do domu byłam skupiona na nim… Ona, ta dojrzała niespełna sześciolatka pokazuje mi, jak należy się teraz czuć, jak widzieć przyszłość i teraźniejszość, jak… jak kochać dziecko…

Wstałam rano i dzień wydał mi się inny, lepszy, pełen nadziei i optymizmu. Glam Girl otworzyła mi serce na H. Pokazała, że jest jednym z nas! I nagle wszystko zaczęło się układać w miły obrazek. Chaotyczny bardzo, zbolały nieco, stresujący i totalnie niewiadomy, ale pełen MIŁOŚCI!

Zawsze wiedziałam, że to dzieci są najmądrzejsze! I że trzeba się od nich uczyć. Teraz mam dwóch nauczycieli w domu! Dwa oczka w głowie. Szczęściarze z nas!

17015224_10155023544314076_1282523102_o

Glam Girl & Glam Baby-boy

Ps. Aha, wszyscy nam mówią, że z drugim dzieckiem jest dużo łatwiej. To nie prawda. Ale o tym następnym razem:)

Reklamy

One thought on “Zwierzenia matki-polki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s