Mam celiakię i nie siedzę w domu!

Ludzie boją się różnych rzeczy. Przeróżnych. Często irracjonalnych. Nowych-nieznanych. Zasłyszanych. Obejrzanych. Przeczytanych. Itp.itd.

Niedawno dowiedziałam się, że boją się też celiakii. Z tym, że nie zachorowania na nią – co nawet byłoby uzasadnione, a kontaktu z osobami dotkniętymi tym schorzeniem. I znów – nie boją się zarażenia (celiakia nie jest zaraźliwa!), tylko lękają się kontaktu z osobami, które muszą przestrzegać bardzo restrykcyjnej diety bezglutenowej. Lękają się…diety bezglutenowej!

Początkowo bardzo się zaskoczyłam, nawet trochę nie dowierzałam. Po chwili rozmowy z kimś, kto szczerze wyjawił swoje przemyślenia na ten temat, zdałam sobie sprawę, że to może nie być odosobniona sytuacja.

Na wszelki wypadek zmierzmy się z tym problemem – do rzeczy! Dieta bezglutenowa u osób z celiakią nie jest końcem świata. Oczywiście nie jest prosta, nie jest wygodna, nie jest łatwa przy robieniu zakupów, jest kłopotliwa na wakacjach czy w restauracji. Owszem. Główny trud dotyka osoby chore na ową celiakię, muszą bowiem zmagać się codziennie z czytaniem etykiet, kombinowaniem, co zjeść poza domem itp. Zaprawieni z bojach powiedzą, że są już tak przyzwyczajeni i nauczeni brandów z kłosem, że dieta bezglutenowa w ogóle nie stanowi wyzwania. Początkujący celiacy mogą trochę ponarzekać, potęsknić za „bułą”, ale też w granicy błędu. W końcu nie ma innej drogi niż akceptacja i dieta.

A co z osobami postronnymi, które muszą ugościć cieliaka np.w domu? Do niedawna w ogóle o nich nie myślałam. To my-chorzy jesteśmy poszkodowani, reszta świata musi się do nas dostosować. Hm…czy na pewno? Sklepy spożywcze, kina i restauracje – byłoby miło! Ale czy przyjaciele, rodzina, dalsi znajomi też mają obowiązek? Oczywiście, że nie! To ich super dobra wola, że chcąc ugościć celiaka, zainteresują się dietą, dopytają o listę bezpiecznych produktów, przygotują danie wspólne dla wszystkich czy postawią bezglutenowe chrupki, ciasteczka, które osoby na diecie mogą zjeść. To jest ich życzliwość i to należy bardzo doceniać. Dla nich to też nie jest łatwe, a nawet jest trudniejsze niż dla nas, bo w przeciwieństwie do cielaków, nie mają szerokiej wiedzy na temat produktów, terminologii czy choćby istotnej sterylności przy przygotowywaniu dań. Osoby postronne powinny być stawiane na równi z osobami, które dopiero zaczynają swoją drogę z dietą bezglutenową. Warto usiąść przy kawie i uświadomić najbliższych, jak należy gościć naszego „pacjenta”. Bez dramatyzowania, bez panikowania. Możemy opowiedzieć, jak i gdzie robimy zakupy, co zrobić, by produkty się nie zanieczyściły glutenem, jak przygotować miły podwieczorek dla dzieci bez glutenu. W trakcie okaże się, że to faktycznie nic strasznego i nasi znajomi nabiorą odwagi w zapraszaniu nas na rewizyty, posypią się też zaproszenia od dzieci z przedszkola.

Wypiszę kilka produktów, którymi ZAWSZE można ugościć celiaka, a z którymi nie powinno być nigdy i nigdzie problemu: OWOCE, WARZYWA (wystarczy świeżo umyć albo obrać ze skórki), WODA i 100% SOKI (również sok zagęszczony Kubuś lub soczki w kartonikach z rurką np.Tymbark). Dalej – chrupki kukurydziane (np.Flipsy), wafle ryżowe naturalne lub z czekoladą (np.Sonko). W wyjątkowych sytuacjach – czekoladki Kinder (np.jajko z niespodzianką), Toffifee czy M&M’sy – w prawdzie mają znienawidzony przeze mnie tłuszcz palmowy, ale np. podczas imprezy urodzinowej trochę „chemii” można przeżyć. Na końcu niezdrowej listy są jeszcze Mamby – ja ich unikam, bo te z kolei obklejają zęby i mają syrop glukozowo-fruktozowy, który też jest na „czarnej liście” – ale mowa o sytuacjach awaryjnych i o produktach, które można nabyć wszędzie, a które nie zawierają glutenu.

Poza tym w większości marketów są działy ze zdrową żywnością, na których można znaleźć przeróżne ciasteczka i przekąski bezglutenowe. Trzeba szukać oznaczeń z przekreślonym kłosem albo adnotacją o bezglutenowości. Obowiązujące przepisy, nakazują zaznaczyć występujący alergen („gluten”), ale laikowi może być trudno rozszyfrować produkty bez tych oznaczeń, więc niech lepiej nie ryzykuje. Trzeba też unikać zapisów w stylu: „może zawierać śladowe ilości glutenu”. Zapraszając celiaka lepiej zaserwować mniej, a bezpieczniej. Będzie to i tak szczerze zauważone i docenione!

Na stole należy postawić wszystko odrębnie – glutenowe od bezglutenowych. Nie trzeba dostawiać osobnego stołu 🙂 Wystarczy użyć odrębnej, czystej zastawy i poukładać z jednej strony stołu rzeczy bez glutenu, a z drugiej z glutenem. Ważne jest też krojenie na czystej desce oraz używanie osobnego noża. Zaniechanie tych czynności zanieczyszcza żywność i nawet sterylnie zapakowane ciasto, traci swoją bezglutenową wartość. I jeszcze jedna ciekawa uwaga – zapraszając dziecko bez rodzica, (który zawsze czuwa nad tym, co cielak wkłada do ust), unikajcie podawania herbaty. Niestety nie są one oznaczane, a często zawierają zdradliwe-glutenowe aromaty. Lepiej zwyczajnie podać wodę lub sok.

Mam nadzieję, że dodałam otuchy tym, którzy boją się spotkania z celiakiem na „swoim gruncie”. Pamiętajcie, że najważniejsze są chęci! O wszystko można zapytać i uzgodnić menu. A nade wszystko pamiętajcie – że celiakia to choroba, która zostanie z nami na zawsze, więc chcąc być w naszym życiu, wcześniej czy później będzie trzeba się z nią oswoić. Chętnie w tym pomożemy 🙂

A tym czasem wkładamy buty i jedziemy w miasto!

Powyższe zdjęcia przedstawiają Galerię Bzzzzy w Centrum Nauki Kopernik.

Stylizacja: czarny bawełniany golf – Okaidi, spódniczka z kieszeniami – Endo, rajstopy w pasy – Okaidi, szare getry – Coccodrillo, buty trzewiki – Okaidi, gumki do włosów – Zgeneration, spinki – Rossman

Reklamy

3 thoughts on “Mam celiakię i nie siedzę w domu!

  1. Bardzo cenne porady. Ja jako mama dziewczynki z celiakią w wieku 5 lat i męża ze wskazaniem na dietę bezglutenową – podpisuję się oba rękami. Na kwestię diety i zapraszania patrzę jednak nieco inaczej. Uważam, że najbliższa rodzina „powinna” stanąć na wysokości zadania. Jest tyle produktów, że bez trudu można ugościć osobę na diecie. Jeśli ja miałabym mieć gościa na diecie eliminacyjnej zrobiłabym wszystko, by przygotować smaczne dania. Podeszłabym do tego jak do wyzwania, uważam, że byłby to mój obowiązek, a nie dobra wola. Co nie znaczy, że za posiłek bezglutenowy trzeba podziękować. Bo należy i podwójnie – bo trud jest większy.

    Polubienie

    1. Dziękuję za wyczerpujący komentarz:)
      Ale zostanę przy swoim, bo tu właśnie sęk, że i mi się zdawało do niedawana, że najbliższa rodzina to MUSI. (inna sprawa czy to ROBI. U nas – są przekochani i wszyscy z rodziny stają na wysokości zadania!) Ale NIC nie muszą. I na pewno nie jest to dla nich proste. Tak jak dla nas – początkujących – kiedyś nie było:) Nadal uważam, że to ich dobra wola. Zgadzam się, że produktów i przepisów jest mnóstwo, ALE to wiemy MY:) Zaprawieni w bojach.
      Ja w ostatnim czasie spotkałam się 3 razy – ze strony znajomych – ze zdaniami np. „chcieliśmy podarować coś słodkiego Glam Girl, ale totalnie nie wiedzieliśmy, co nie ma glutenu” albo „chcielibyśmy zaprosić do siebie Glam Girl, ale przeraża nas jej dieta i obawiamy się, że zje, coś czego nie powinna”, albo ” co może zjeść córka na obiad, czy ryż ma gluten?” .
      To przykłady z ostatnich 2.tygodni. To otworzyło mi oczy na problem. Wiedza na temat glutenu jest znikoma. A hasło „celiakia” budzi lęk i dezorientację. Tekst ma na celu oswoić:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s