Sesja bezglutenowa

Na złe wiadomości nie ma dobrego momentu. Nigdy. Gdy przychodzą w chwilach radości, entuzjazmu, pozytywnej energii, np. w przeddzień wyjazdu na wakacje, dołujemy się i mówimy: „Dlaczego akurat teraz?! Nie mogło to zaczekać kilka dni…??! Cały urlop będę myślał tylko o TYM…”. Kiedy przychodzą w gorszych momentach, przytłoczonych innymi sprawami, pytamy: „Serio?! Mało mi już zmartwień, jeszcze TO?!” . Tak więc na złe wiadomości po prostu nie ma chwili ani sposobu. Niestety nie da się ich uniknąć, można jedynie nauczyć się im przeciwstawiać. Brać głęboki wdech i jakoś sobie radzić.
Na nas spadł grom z jasnego nieba w postaci celiakii Glam Girl. Szok nie powinien był być aż tak wielki, bo w rodzinie już jeden przypadek mamy, ale był. A za szokiem, szybka akcja pt.: „biegniemy do sklepu po podręczniki, książki kucharskie i obowiązkowo pieczywo bezglutenowe”. Na koniec pogadanka z córką. Ta łatwa się nie zapowiadała, bo jak tu 4-latce zakazać jedzenia prawie wszystkiego, co leży na półkach w marketach?! Rozmowa okazała się dojrzalsza niż mogłam sobie wymarzyć. Glam Girl tylko w pierwszej chwili się zasmuciła i zaniepokojona zapytała: „Mamo, a czy będę mogła jeść SALAMI?”. „Salami?? Serio?!” Ja tu się martwiłam o ciastka w cukierni, o pizze zamawianą do domu, o bułki kupowane po drodze z przedszkola, o lody z automatu… A jej jedyna troska to salami. „Tatusia krew” – pomyślałam. I obiecałam, że salami będzie mogła jeść! Choćbym miała sama ubijać osły… Byłam dumna i spokojna. Dożywotnia dieta bezglutenowa nie brzmi radośnie, ale jeśli ceną jest zdrowie, i nie mówię tu tylko o dotychczasowych zmaganiach z ciągłymi infekcjami, ale o poważnych skutkach celiakii (polecam każdemu poczytać na ten temat – statystyka głosi, że 1 osoba na 30 wie, że ma celiakię), to scenariusz jest bardzo optymistyczny. Jako rodzic mam satysfakcję, że prawdopodobnie uchroniłam córkę przed bardzo poważnymi zdrowotnymi konsekwencjami i nieszczęściami. Ta perspektywa daje siłę. Potrzebną szczególnie w chwilach, gdy córka chce zjeść loda tu i teraz, a akurat ich nie może… Oraz gdy po zajęciach mama kolegi spontanicznie częstuje Glam Girl krakersami, a ja wkraczam z krzykiem: „NIE!”. Oraz gdy sama mam ochotę na pączka, ale nie kupuję go, by nie narobić dziecku „smaku”. Cóż, przyzwyczajenie przyjdzie później. Kiedyś. Dziś wiem jedno – bardzo podziwiam moje dziecko, które doskonale zrozumiało problem, o wszystko pyta, każdego informuje, że jest uczulone na gluten (taką uproszczoną wersję przyjęliśmy na razie), a wszelką odmowę przyjmuje z pokorą i zrozumieniem większym, niż moje. Piękna jest też radość na widok tego, co można jeść i pić. Bezcenny uśmiech do kolorowej lemoniady na sopockim molo, bezcenny apetyt na ciasto u Lilii, bezcenna wdzięczność za ziemniaczane prażynki od babci. Bezcenna mądrość dziecka!
Bezglutenowa sesja na Molo w Sopocie.

IMG_0013 IMG_0016 IMG_0018 IMG_0019 IMG_0020 IMG_0031 IMG_0036 IMG_0040 IMG_0042 IMG_0053 IMG_0055 IMG_0098 IMG_0102 IMG_0105 IMG_0106 IMG_0113 IMG_0114 IMG_0121  IMG_0126 IMG_0127 IMG_0128 IMG_0129 IMG_0143 IMG_0144  IMG_0151 IMG_0155 IMG_0156

Stylizacja: sukienka –Tex , sandały – Mrugala, kapelusz – Fat Face.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s